O autorze
Feministka na macierzyńskim. Zaciekła tropicielka wszelkich przejawów tego, jak my, kobiety, same pod sobą dołki kopiemy w trudnych bojach o należne nam miejsce w rodzinie, świecie polityki, życiu zawodowym i wszędzie indziej…. Jak tkwimy, mniej lub bardziej świadomie, w naszych genderowo-stereotypowych okopach i ciągle jeszcze dajemy się sprowadzać do drugorzędnych ról. Jak te tysiące nieznanych kobiet solidarnościowej rewolucji, co to, zgodnie z dyrektywą jednego z transparentów umieszonych ponoć na stoczniowym murze, po cichu, nie przeszkadzając, wspierały swoich bohaterów, którzy o ważne sprawy walczyli (i którzy to zapisali się na kartach historii zupełnie nieanonimowo).

A do tego spełniona matka i żona z zawodowymi sukcesami i ambicjami. I - pomimo wszystko - niepoprawna optymistka.

Wracam do pracy, hurra!

"To kiedy ty wracasz dokładnie? Bo wiesz co, zaczynamy super projekt. Akurat coś dla Ciebie - part time! Będziesz mogła na spokojnie się wdrożyć!" Ale ja nigdy nie mówiłam, ze wracam na part time! W żadne part time nie wierzę, nie w tej branży, a poza tym wcale nawet nie chcę! Tak sobie urządziliśmy z mężem (i całą bandą życzliwych babć, opiekunki i żłobka) opiekę nad naszym rocznym Maleństwem, żebym mogła normalnie pracować.

"A to może Adrian będzie zainteresowany?" - sugeruję. "A dlaczego niby Adrian??!?" Na twarzy kolegi jakiś dziwny grymas i autentyczne niezrozumienie. "Bo też ma rocznego szkraba?" Głupia ty! Dlaczego młody ojciec miałby być zainteresowany part time??

"Sama nie wiem, jak to będzie wrócić do roboty, zostawiać Małego na długie godziny..." - zwierzam się szczerze życzliwym kolegom. "Strasznie się przez ten rok zżyliśmy." "I naprawdę nie rozważasz tego part time? Przecież będziesz pracowała jeszcze jakieś 30-40 lat! A Mały tylko raz będzie mały. Pomyśl, ile cudnych chwil cię ominie!" - żałuje Paweł.

No ominie, to prawda. Ale tak się składa, że moje najdroższe dziecko przez najbliższe 18 lat (i jeszcze długo potem) będzie miało co chwila jakieś nowe życiowe doświadczenia. A z kolei jak teraz, w szczycie moich twórczych możliwości i życiowej energii, nie skorzystam z dobrze rozpoczętej kariery, to jest duża szansa, że raczej nie uda mi się wskoczyć z powrotem na falę wznoszącą. Jeśli w ogóle już kiedykolwiek mi się uda, zwłaszcza jak miałabym wrócić do pracy na serio za kolejny rok czy dwa (jak Mały zacznie korzystać z nocniczka i pójdzie do przedszkola)! "Przesadzasz, jak zwykle!" A to sorry, że taka pesymistka ze mnie. Że życie uparcie pokazuje, że żadna z moich koleżanek - młodych matek, która "zwolniła", nie wymiata w swojej kategorii jak kiedyś. Co innego ich partnerzy; u nich po staremu, czyli super.

W przypadku młodych ojców nikt u nas nie zakłada, ze ich kariera może zwolnić choćby na chwilę. Co innego my - to opcja domyślna! A ile z nas po prostu lubi swoją pracę (co naprawdę nie wyklucza miłości i troski o dzieci, heloł)! I naiwnie liczy, że wszyscy dołożą starań, żeby ten jej powrót ułatwić i pomóc pogodzić dalszy rozwój (nie mylić z przestojem) zawodowy z posiadaniem małych dzieci...


Give me a break, really! Wracam na full time!
Trwa ładowanie komentarzy...