O autorze
Feministka na macierzyńskim. Zaciekła tropicielka wszelkich przejawów tego, jak my, kobiety, same pod sobą dołki kopiemy w trudnych bojach o należne nam miejsce w rodzinie, świecie polityki, życiu zawodowym i wszędzie indziej…. Jak tkwimy, mniej lub bardziej świadomie, w naszych genderowo-stereotypowych okopach i ciągle jeszcze dajemy się sprowadzać do drugorzędnych ról. Jak te tysiące nieznanych kobiet solidarnościowej rewolucji, co to, zgodnie z dyrektywą jednego z transparentów umieszonych ponoć na stoczniowym murze, po cichu, nie przeszkadzając, wspierały swoich bohaterów, którzy o ważne sprawy walczyli (i którzy to zapisali się na kartach historii zupełnie nieanonimowo).

A do tego spełniona matka i żona z zawodowymi sukcesami i ambicjami. I - pomimo wszystko - niepoprawna optymistka.

Matka Polka Niezastąpiona? Że niby co, proszę??

Jak Polska długa i szeroka, matki biorą na siebie wszystko. Karmienie, przewijanie, mycie, bieganie po lekarzach, zakupy, gotowanie, spacery, zabawy, nauka, ubieranie, czytanie, zajęcia pozaszkolne i… praktycznie wszystko inne. A przy tym wszystkim siłaczki te jeszcze do pracy codziennie biegają. No i chodzą takie po świecie – niedospane, umęczone, zniechęcone, niedocenione a do tego gnębione wyrzutami sumienia, że nie we wszystkim doskonałe – ani w domu, ani w pracy.

Tymczasem można nieco inaczej do sprawy podejść. Bo jak się tak, matki drogie, głębiej zastanowić, (niestety albo na szczęście, w zależności od przekonań), to w niczym, oprócz ciąży i karmienia piersią, nie jesteśmy niezastąpione! Choć i tu można dyskutować – zapytajcie adopcyjnych rodziców albo te matki, które nie mają pokarmu – jakoś sobie poradziły...



Prawda (bardziej wyzwalająca niż smutna) jest taka, że nie jesteśmy we wszystkim dobre… Po pierwsze, często nie mamy już siły starać się na szóstkę. Zadowalamy się trójczyną. Byle nakarmione, byle już zasnęło spokojnie, byle odrobiło te lekcje. Byle mieć chwilkę, żeby odsapnąć. Po drugie, obiektywnie rzecz biorąc, żadna z nas nie jest we wszystkim dobra. Jedna będzie miała pomysły na fantastyczne zabawy, inna smykałkę do pysznych posiłków, inna magiczny przepis na usypianie. I tak dalej.

Ale my nie, nie odpuszczamy! A do tego jeszcze się wściekamy, jak tata czy babcia się zajmują dzieckiem nie tak jak my byśmy chciały. Bo kto jak nie ja zajmie się MOIM dzieckiem!?!?!?! Nikt nie zna mojego dziecka jak ja! Jak gdyby podzielenie się obowiązkami oznaczało, że odpuszczamy jego dobro, że przyznajemy się, że jesteśmy słabe.

Takie myślenie, zbyt u nas powszechne, jak nic przypomina relatywnie niedawną dyskusję w świecie biznesu – o outsourcingu, czyli delegowaniu pewnych czynności/usług na zewnątrz firm. Na początku traktowanym jako pójście na łatwiznę, szkodliwe przyznanie się firm do tego, że nie ze wszystkim dają sobie radę. Dyskusja jednak szybko przeszła na inny poziom – że firmy powinny skupiać się wyłącznie na tym, w czym są dobre, najlepsze i koncentrować zdecydowaną większość swoich wysiłków na tej właśnie „kluczowej kompetencji”. A wszystko inne przekazywać do zrobienia firmom, które w tych innych zadaniach są z kolei najlepsze. Oczywiście, wkrótce outsourcing ujawnił i swoje słabe strony. Jednakże sama idea koncentrowania się na mocnych stronach na trwałe została wpisana do kanonu dobrego zarządzania.

Matki, róbmy to samo! Zastanówmy się, wspólnie z ojcami czy opiekunami naszych dzieci, na czym w tej opiece nam najbardziej zależy. Czego nie chcemy odpuścić. W czym dobra jest matka, w czym ojciec. Weźmy na tapetę wszystkie osoby z kręgu potencjalnego wsparcia – dziadków, ciotki, wujki, kuzynów, znajomych (z dziećmi, bez dzieci), przedszkola etc. i kreatywnie pomyślmy, w czym mogliby nam pomóc.

Babcia może nie jest najlepsza w zabawach z trzylatkiem, ale mały ubóstwia jeść wszystko, co upichci? Niech gotuje, od razu na cały tydzień, i tak co tydzień.. Znajomi mają dzieci w podobnym wieku – raz wy je zabieracie na wycieczki, raz oni wasze i w ten sposób nawet cały dzień zyskacie raz na kilka tygodni. Tata wciągająco czyta? Niech czyta! Nikt tak jak mama nie utuli po wizycie u dentysty? To mama jedzie do dentysty!

To naprawdę się sprawdza! Trzeba tylko się pilnować, żeby nie kokoszyć. Bo my, choć nam, zindoktrynowanym Matkom Polkom, czasem trudno w to uwierzyć, naprawdę w wielu rzeczach jesteśmy zastępowalne. A zresztą, czy naprawdę naszym dzieciakom tak zależy, żebyśmy praktycznie wyłącznie my się nimi zajmowały? Skądże! Nasze wspomnienia z dzieciństwa pełne są przecież sytuacji z różnymi ludźmi, od różnych ludzi się różnych rzeczy nauczyliśmy!

A my z kolei mamy swoje potrzeby, na które też musimy nauczyć się znajdować czas. Bo... szczęśliwe mamy to szczęśliwe dzieci!
Trwa ładowanie komentarzy...